фінляндія

не можу витягнути з себе язика гострого як фінський ніж певного як обітована земля ховаю в собі численні образи рани в рамках дитинства і інші неправди якщо довіряти снам (а довіряти треба) ми повинні вже сьогодні звідси втікати наново познайомитися через язики чужі мови і несвої відміни світ є простим коли його описують діти

букшпан

ніч розгортається як горіх легко покалічити руки кров чудово вбирають карти біблії там є справжня бійня якщо я маю вірити у які-небудь знаки цe будуть розділові знаки якщо я маю вірити у якого-небудь бога це буде напевно західний буґ

Powtarzanie Lwowa. Przedjesień

Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czy­tają tyl­ko jedną stronę. św. Augustyn Kolejny raz ostatnia kawa, ostatni posiłek. Jeszcze kwas, szybki spacer po centrum, wskakiwanie do tramwaju numer 9 w ostatniej chwili, z duszą na ramieniu, bo przecież chciałabym zostać, a powodów jest tyle, że nie wystarczyłoby nam światła, jeśli zaczęłabym je wszystkie wymieniać. Wiem, że … Czytaj dalej Powtarzanie Lwowa. Przedjesień

wyrazy obce

żuję powietrze połykam byle zapomnieć języka w którym nie potrafimy się spotykać same potknięcia i przejęzyczenia

04 ||| ROZSTAWANIE

Siła, która niemożliwie wgniata w łóżko, nie pozwala wstać. Kolejny zły dzień, który będzie trzeba przeżyć, jakoś się przeszyć. Uruchomić reakcje obronne. Powolne odrywanie się od kołdry, strzępkami, jak zaschnięty na ranie bandaż. Krążenie między łazienką a kuchnią, z ciężką nocą zwisającą na ramionach. Od drzwi do drzwi, wszędzie pusto. I nagie, nieśmiałe światło, które … Czytaj dalej 04 ||| ROZSTAWANIE

tramwaje na zajezdni jak senne

koty świecą w obiektyw żółtymi ślepiami stukot kół pachnie czymś nieznanym ja znowu na głodzie litery łączę w wyrazy przy pomocy śliny nikt nie jest winny zmarznięta dziewczyna w zielonej sukience zapomniała parasola i chyba nie wie dokąd jedzie i deszcz wtapiam się w krajobraz i już jestem kimś innym drzewem siedząca przede mną staruszka … Czytaj dalej tramwaje na zajezdni jak senne

„Poeta chmielu, wiosny, pędu…”, czyli o tym, jak nie tłumaczyć poezji Bohdana Ihora Antonycza

PRÓBA (WY)TŁUMACZENIA SIĘ Bohdan Ihor Antonycz to poeta, który kładzie ogromny nacisk na koncepcję, projekt. Każdy jego tomik tworzy pewną całość, która nie może wybrzmieć właściwie i być właściwie zinterpretowana, kiedy wiersze są zupełnie losowo wybrane, ułożone według niewiadomego porządku. Tak się stało z polską Księgą Lwa1, wydaną przez Państwowy Instytut Wydawniczy w 1981 roku. … Czytaj dalej „Poeta chmielu, wiosny, pędu…”, czyli o tym, jak nie tłumaczyć poezji Bohdana Ihora Antonycza

Taras Prochaśko i Ołeh Hnatiw – WCHŁONĄĆ MIASTO

W listopadzie, w przededniu zimy, już od piątej po południu, kiedy robi się ciemno, a latarnie jeszcze nie świecą, we lwowskim barze NEKTAR siedzą ludzie-po-pracy. Sebastian wchodzi do środka, zamawia dwie kawy i dwa kieliszki wina. Siedzi przy stole sam, pali, a po jakimś czasie prosi barmana o podgrzanie nietkniętej kawy przy pomocy pary. Czeka. … Czytaj dalej Taras Prochaśko i Ołeh Hnatiw – WCHŁONĄĆ MIASTO

język niemy

20 tysięcy minut samotności w przeliczeniu na 600 kilometrów sprawiedliwości nie ma jest szept wobec ścian to nie my toniemy czy toniemy toniemy pisała osiecka jak myślisz nie odnajduję już z tobą języka

pobłyski

rytm przylotu ptaków wysiadywanie jaj głód powietrza słońce na przestrzał stukot kół o bruk ledwie wyczuwalne pulsowanie miasta wszystko co istotne rozgrywa się na początku lata w rozjazdach ćma utopiona w szklance po whisky pobłyski pobłyski