Powtarzanie Lwowa. Przedjesień

Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czy­tają tyl­ko jedną stronę.

św. Augustyn

© Klaudia Raczek
© Klaudia Raczek

Kolejny raz ostatnia kawa, ostatni posiłek. Jeszcze kwas, szybki spacer po centrum, wskakiwanie do tramwaju numer 9 w ostatniej chwili, z duszą na ramieniu, bo przecież chciałabym zostać, a powodów jest tyle, że nie wystarczyłoby nam światła, jeśli zaczęłabym je wszystkie wymieniać. Wiem, że jest świat i czym jest, dopóki nie zaczynam go nazywać.

Rzucam plecak, jak zawsze, zastawiając tylne drzwi w marszrutce. Za pięć minut ruszamy w stronę polsko-ukraińskiej granicy. Myślę o tych ostatecznych rzeczach, choć wiem, że z każdą minutą zwiększa się prawdopodobieństwo rychłego powrotu, bo trzeba wracać do tego, co wskrzesza spokój i harmonię. Na pewno są gdzieś inne miasta, inni ludzie, z którymi mogłabym bez żadnych wyrzutów sumienia wpadać w fałdę czasu tak silnie, jak tu. Ale nie chcę, i to jest kwestia wyboru. Każdy z nas, w całym swoim życiu staje kilka razy na zupełnym rozdrożu, i dopóki nie podejmie żadnego zdecydowanego kroku, skazuje siebie na wypadanie z toru. Trzeba wybierać, nawet jeśli źle, ze świadomością uporczywej tęsknoty za tym, co niewybrane. Odkąd wiem, że tak po prostu jest, że nie mam na to żadnego wpływu, niczego się nie boję.

Lwów. Czy da się przyjechać do tego miasta tak, aby go powtórzyć? Czy da się wyjechać do jakiegokolwiek miejsca, i je odtworzyć? Jeśli mogłabym to zrobić, to do czego bym wróciła? Do której z tych wielu historii, którego roku, miesiąca, dnia? Zmieniają się okoliczności, ale to, co jest w nas – po prostu trwa, nawet jeśli tego nie chcemy, nawet jeśli czasem z bólu pękają naczynka, a zamiast krwi krąży stal.

Droga wylotowa ze Lwowa, 71 kilometrów do granicy. Odjeżdżam, ale wcale się nie oddalam. Wracam, ale tylko po to, by znów zasypiać z głową na wschód. Bo tylko tu tak jasne i wyraźnie staje się poczucie odpowiedniości czasu i miejsca. Bliskość tych, przed którymi nie musisz udawać kogoś innego, ani gorszego, ani lepszego. Wiem, że jesteś, i jak bardzo jest to istotne, dopóki nie zaczynam cię nazywać. Dopóki nie robię bilansu zysków i strat. Dopóki się nie porównuję, nie chcę wygrywać.

Jest siła, której nie da się zatrzymać, z którą nie da się walczyć. Nie można cofnąć tego, co się już wydarza. Dlatego mimo przeprawy długiej jak przez Nil (chociaż w kontekście Ukrainy stosowniejszy byłby Dniepr), bezsensownej jak przez Pełtew, podroży niepewnej jak przez las po zmierzchu, noszę w sobie wielką ciszę. Najczęściej najtrudniejsza droga jest najlepsza. Najczęściej ta najdłuższa uczy najwięcej. Nic się nie stanie, ani złego, ani dobrego, jeśli w odpowiednim momencie nie rzucisz wszystkiego, zwyczajnie nie zaryzykujesz. Bo nie da się naraz i zostać, i odejść.

Nie zrobiłam żadnego zdjęcia, prócz tego wykonanego zaraz po przyjeździe, z okien hostelu. Jednak te wszystkie chwile, które chciałabym przeciągnąć w nieskończoność, uwiecznić, prawdopodobnie dla nikogo innego i tak nie byłyby wartościowe. Mam je pod powiekami, kiedy zamykam oczy. Niech zostaną na zawsze. Wiem, czym jest szczęście, że mnie ogarnia, dopóki nie zaczynam szukać dla niego uzasadnienia.

______________________________

Miałam napisać coś o Forum Wydawców, który był głównym celem mojego pobytu we Lwowie. Ale niekiedy od samych wydarzeń ważniejsze jest to, jaki mają na nas wpływ, jakie struny w nas uruchamiają. Na prozaiczne podsumowania jeszcze przyjdzie odpowiedni moment.

I tak okazało się, że najlepsza poezja to taka, którą można ugniatać palcami, kroić, rozrywać, dzielić, na powrót łączyć w innej konfiguracji, a potem połykać, czując smak na podniebieniu jeszcze przez długi czas.

______________________________

Zostawiam Was z piosenką, która najczęściej towarzyszyła mi w samotnych spacerach po Lwowie. Nieprzypadkowo w tytule znajduje się lew.

I find you hidden there a veiled creature of the deep,
waifish as a widow and without sufficient sleep.
Oh what am I supposed to think?
Do I pull you out or do I let you sink?

I wait until you’re woozy, I lay low until you’re lame,
I take you in my mouth like a lion takes his game.
I love you all the more for every fault,
they’re how I’d gotten in, they’re how I cracked the vault.

‚Cause it’s a terrible scare,
but that’s why the dark is there,
so you don’t have to see what you can’t bear,
the lion’s share.

Lion’s share,
I took the lion’s share,
not ’cause I didn’t care,
just ’cause I knew it was there.

Jedna myśl na temat “Powtarzanie Lwowa. Przedjesień

Co myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s