pochłanianie ciepła z powietrza

ręce chowają się w głowie, chowają pięć złotych do kieszeni na pół paczki fajek. dzisiaj oblepię cię jak substancje smoliste 0,8 mg; od wnętrza płuc, po ostatnie pęknięcie na wargach. najmniejszy strzępek wymiętej sukienki, nierówno starganej banderoli.

na planie komunikacyjnym

gryzę twoje ciało razem z duszą. chwila rozłupuje się na drobne strzępy i roznosi pokój. pozostaje chaos, piasek w ustach. jesteś dla mnie jak nieodkryte miasto.

słodko-gorzka

każde słowo urodzone w twoją stronę było jak przechodzenie montagne de bueren. pomiędzy zdaniami - zmiana pościeli, kilku rolek zużytego papieru i mydła toaletowego. z kawiarni rachunek na sto euro. brzuch i pośladki pełne, wygodnie rozsadzone czekoladkami. w nas rozpływała się żółć. przypasowywałam wąskoustych kelnerów do swoich szerokich bioder. ty mierzyłeś pojemność płuc kobiet, co … Czytaj dalej słodko-gorzka

zawrócić to tempo. gaz, hamulec, gaz

od kilku dni nie mogę czytać. chyba się najadłam wszystkich rozumów razem z ludzkim białkiem, błonnikiem, nabłonkiem. jestem bogiem, choć z tak brudnym ciałem, że nikt nie wierzy. ty też jesteś bogiem, ale tylko w połowie. do tego od rana próbuję cię zapomnieć. stoję w korkach, w latach świetlnych od punktu A do N ikąd; … Czytaj dalej zawrócić to tempo. gaz, hamulec, gaz

a ciało moje, spożywcze

zrywam się z łóżka, z łańcucha snu: kim jesteś? aż do rana jedna odpowiedź - nie wiem - póki nie zdam sobie sprawy, że dzień, nie zdam fizyczności, by wpakować ją w obuwie, odzienie, od nowa nadziać i rozerwać dynamitem tę głowę, całą postrzępioną, ze słów. zmiana dzienna, choć wahadło wciąż nocne. rozgotowanie ciała przez … Czytaj dalej a ciało moje, spożywcze

nie umiem pogrzebać

świetlówka brzęczała w łazience i w języku morse’a opowiadała ćmom historię naszej pierwszej nocy. pamiętam, kapało z kranu, pralka właśnie wyprała i sąsiad zaczął grać zimę vivaldiego. teraz już nikt nie szeleści kołdrą, prócz jednej, mokrej, czarnej koszuli. nie zdążyła wyschnąć i powiewa nad wanną jak kir, samobójczo nade mną rozwieszony sztandar. rozgrzebuję wszystko, co … Czytaj dalej nie umiem pogrzebać

to, co niedowidzę, niedomyślę

jest jeszcze węziej, do uduszenia. noc czarna jak nos czworonoga. stoję przed lustrem całkiem naga, wolno myję się, obmywam kiszki, destyluję płyny ustrojowe, odkażam żołądek. długopis tkwi w ustach jak papieros. wypalam myśli, też próbują się oczyścić, zapętlone jak warkocze strupów, z trupów. wszystkie wypowiadane zdania rozprasowuję. stają się gładkie jak nogi pływaka.

sobota, cieszą się dzieci

staruszka, co siedzi drugą godzinę na przystanku, czeka już chyba tylko aż wywiozą ją na śmietnik. w poniedziałek z rana jest wywózka mebli. ta, która mogłaby być moją babką, uderza piętą w krawężnik. nadaje miastu częstotliwość. buty istotnie są z jej własnej skóry.

nie umiesz czytać z jego drzazg

nie ratuje się topielca, bo jest tylko wpół zerwanym ścięgnem. serdeczna rzeka przyjmie każde ciało, na dnie zasadzi i zgładzi jak otoczak. spragniony nabiera wody w usta, (gardło, płuca). a ty nie ratuj go, więc ratuj ode złego, nawet jeśli kwiecień i trupy zaczynają coraz bardziej śmierdzieć. bo ty, ptak nielotny, masz z ramion ciężkie … Czytaj dalej nie umiesz czytać z jego drzazg

wieszak pneumatyczny

czerwień wyciśnięta z popołudnia, ścieka po szybie. jeszcze niedopowiedziany dzień, lecz co mi po dniu, gdy ten drań już od rana - skończony. sąsiedzi katują nokturny chopina. gryzą w pięty. dusza ucieka się do głowy: kyrie eleison. szafę wyrzucam przez okno, bezużyteczna. na co komu trupy ubrań, w trumnie z płyty pilśniowej. wyrzucam ostatni wieszak, … Czytaj dalej wieszak pneumatyczny