za późno na przestrogi, na zakaz kotwiczenia

najmocniej śni się po północy. głaszczę twoje książki, gdy nie patrzysz w ten nieskończony sufit, co buduje jedną, czarną, lepką masę osadzającą się na powiekach, atrament. zegar drży, wskazówki coraz szybciej opadają na tarczy, mają lżej, z górki. zbyt ścisłe przywołujesz sny, łopoczą głośno jak ćmy zbiegające się pod kloszem. boję się oddychać, by nie … Czytaj dalej za późno na przestrogi, na zakaz kotwiczenia

Tworzyć rzeczywistość. Iwan Franko. „Prorok we własnym kraju” Jarosława Hrycaka

Recenzja ukazała się w kwartalniku "sZAFa". __________________________________________________ Książka „Prorok we własnym kraju. Iwan Franko i jego Ukraina (1856-1886)” wybitnego ukraińskiego historyka Jarosława Hrycaka promowana jest jako tom raczej powieściowy, aniżeli stricte źródłowy, suchy, ciężkostrawny. Tkwi w tym źdźbło prawdy, bo dzieło czyta się dobrze, natomiast sądzę, że bez podstawowej wiedzy historyczno-polityczno-literackiej dotyczącej Galicji – nie … Czytaj dalej Tworzyć rzeczywistość. Iwan Franko. „Prorok we własnym kraju” Jarosława Hrycaka

Lewatywa. Lewy przegląd letniej prasy literackiej

Tekst ukazał się w 40. numerze kwartalnika "sZAFa". ____________________________________________ Czerwiec i lipiec mają to do siebie, że wywołują pewne okoliczności (wakacje), które z kolei wywołują wyjazdy (czy to koleją, czy nie). Rozjazdy - tak jak w moim przypadku - po terenie całej Polski. Plecak ma ograniczoną pojemność, książkę zabrałam jedną, postanowiłam wspierać niedomiary literatury czasopismami … Czytaj dalej Lewatywa. Lewy przegląd letniej prasy literackiej

PoJac – inne oblicze Jacka Podsiadły

[Tekst opublikowano w 39 numerze s Z A F y] Krakowska wiosna przynajmniej poniekąd upłynęła pod znakiem jakości Jacka Podsiadły. To były zaledwie dwa spotkania, ale ze względu na jego nie-bywałość na licznych tego typu spotkaniach, dwukrotność jeszcze bardziej się zintensyfikowała. Poniekąd. Chociaż z tym deficytem obecności pewnie i przesadzam, ale owo zakłamanie wynika jedynie … Czytaj dalej PoJac – inne oblicze Jacka Podsiadły

musisz wrócić, gubię tropy

MNie MNie.to miasto jest tak ogromne, szukam ciebie pod wszystkimi żebrami mostu, pod którym pierwszy raz nam przyszło się całować. nie znajduję, nie wiem, gdzie jeszcze można, nie masz tutaj domu, tylko adres zamieszkania, korespondencja dochodzi raz na jakiś czas. kamienice już takie są, że do ich mieszkańców rzuca się kamieniami, kamienie nie mogą spaść … Czytaj dalej musisz wrócić, gubię tropy

16:30, jesień

na krawężniku pod brzozami, w samym środku miasta (jakby świata) siedzi chłopiec, urządza pogrzeby zmarłym liściom, bo znowu ta jesień pałęta się w palta, w powietrzu roznosi zapach swetrów, a zimno sprzyja kochaniu. higroskopia przylegania ciał, choć ten malec zbyt mały, żeby pożądać. jedynie smutno się uśmiecha, lecz co to za uśmiech, jakby pękały szwy … Czytaj dalej 16:30, jesień

Poł-owicznie. Marcin Sendecki. „Pół”

Artykuł ukazał się w kwartaliniku literacko-artystycznym sZAFa, nr 38. ______________________________________ Dziesiątego listopada, roku (raczej niezbyt Pańskiego) 2010. Wiata przystankowa cała z liści. Kobieta wysiadająca z autobusu pod rynnę. W paczce ostatnie dwa papierosy, więcej zużytych zapałek niż nowych. Głowa jak popielniczka i „Pół” Sendeckiego w ręce. To nie może się skończyć dobrze. Kompaktowe wydanie tępych (w … Czytaj dalej Poł-owicznie. Marcin Sendecki. „Pół”

Zebrana, zgubiona. Krystyna Miłobędzka

Tekst ukazał się w kwartalniku literacko-artystycznym sZAFa nr 36/37. A parę lat później odnalazł się jeszcze w czasopiśmie "Red.". _______________________________________________________ Krystyna Miłobędzka w swojej poezji sama wydaje się być zbieraną i zarazem gubioną. Zebraną, zwartą i oszczędną w rzemiośle poetyckim, ale też czasem zagubioną wśród semantyki, niejednoznaczności i emocjonalności. Nawet jej notka biograficzna trąci tajemnicą. … Czytaj dalej Zebrana, zgubiona. Krystyna Miłobędzka

lakierem do paznokci albo krwi

płaczesz, kiedy nie masz powodu żeby się śmiać; jesteśmy razem, to znaczy jedziemy tramwajem, który psuje się na co drugim przystanku i ostatecznie nie dojeżdża do celu, a szyba się trzęsie z zimna. na ścianie wpół pustego pokoju oglądam ślady twojego lakieru do paznokci albo krwi, i tyle powinno wystarczyć, żeby cię napisać

w pościeli

nie patrzysz mi w oczy, więc pewnie kłamiesz. szyba trzepocze głośno, nierówno. nic nie jest przypadkowe, nawet miejsce, które zajmujesz w przedziale, czy ludzie, których pokochasz bez przyczyny. najpiękniejsze twarze to te, które jeszcze przed odpływem ledwie flirtują, ledwie się lepią, zaczynają dotykać snu.