juszka grzybowa z hałuszkami i obołoń aksamitne dwa razy

nie wolno chorować i posiadać raka płuc z własnej winy (nie wolno ani też nie szybko) nie wolno po dwudziestym roku życia pisać słabych tekstów o podłożu literackim (mam dopiero dziewiętnaście) i gram w zielone kelner odprowadza mnie wzwodem zapraszamy do kijowa (siedem euro za noc) darmowe śniadania internet kiła i mogiła zapraszamy promocja audiotele … Czytaj dalej juszka grzybowa z hałuszkami i obołoń aksamitne dwa razy

kiedy

oddalenie nie sprzyja. zaczynam szukać kontaktów i wkładać w nie palce. kiedy zaczynamy mówić o miłości przestajemy jej używać.

początek okresu grzewczego

bransoletka zakupiona na targu dla kogoś kto nie przyszedł. nie wolno ufać ani wolno ani szybka tłucze się już drugą godzinę w oknie pociągu. ani skradziono na przejściu granicznym sto złotych za które miała wrócić do domu. popołudnie dopełnione deszczem bez cukru. strugi leją się za kołnierz rodzą we włosach kołtuny zamiast kwiatów. kłosy na … Czytaj dalej początek okresu grzewczego

później

kraków jeszcze nigdy nie pachniał takim tanim seksem. hamburgery z baru najszybszej obsługi wymieszane z treścią żołądkową pływają już na stopniach empiku. pełna kultura. o piątej nad ranem śródmieście tonie w kartonach wyrzucone na bruk zbity pysk. mniej słów znaczy coraz więcej śliny. im ciaśniej między nami tym dalej od rozsądku.

co godzinę umiera jeden trębacz

muzycy z wieży mariackiej zrzeszają wielbicieli jazzu. co godzinę wierni proszą o kilka nut co łaska. co godzinę umiera jeden trębacz. w cafe magia pijemy kolejne piwo z rzędu. w radiu janerka. jeden papieros zamiast kilku słów choć kilka słów jest droższe. nikogo tu nie ma jeśli nie liczyć niemego oddychania ścian cichych niezidentyfikowanych obiektów … Czytaj dalej co godzinę umiera jeden trębacz

istoty boskie niebieskie

tramwaje na nikogo nie czekają. stoją w przełyku miasta jak kawałki ciasta. połykanie śliny na przystankach. tramwaje nie czekają. jeszcze zdążyć z pieszczeniem pieprzeniem się pół godziny przed lustrem. nie znamy praw fizyki. potykamy się i regularnie upadamy. powietrze tego lata jest wyjątkowo sprężone. pcha się jak nasienie do ust. połykać.

dietla czterdzieści i na cztery dzielony włos

wszystkie brudy wynurzone w trajektorii linii tramwajowej. na dietla jeszcze tak nie wrzało od czasu samego dietla. skrzep opanował ciało. jutro zakwitną nowe stupy. choć na chwilę ból a nie tylko niepokoje których nie mieszczą żadne pokoje. zbyt gorąca noc jak na tak chłodne poranki. w kamienicy naprzeciwko wybite szyby graty. taki sam mam porządek … Czytaj dalej dietla czterdzieści i na cztery dzielony włos

ludzie ćmy

ludzie są jak ćmy. lecą do światła które miało je karmić tylko po to żeby spłonąć. planowana mapa zadrapań na ciele. ból jest dobry. oczyszcza. obowiązki którym nie umiem podołać. niedobór wina we krwi. urwanie głowy na karuzeli podczas wiejskiego festynu. dzieci z boiska mają twarze rumiane jak maślane rogale. sąsiad rekwiruje piłkę bo hałasują. … Czytaj dalej ludzie ćmy

[Teaser] Co godzinę umiera jeden trębacz

Główną część zbioru „Co godzinę umiera jeden trębacz” stanowią teksty z cyklu „Żarty, które nie wyszły”, który sprawił, że dawno temu zostałam finalistką XVII konkursu im. Jacka Bierezina. Wiersze pierwsze, momentami naiwne, w pewien sposób podsumowujące to, co udało mi się napisać w latach 2009-2013. Żeby zakończyć ten przydługi etap dorastania postanowiłam opublikować to, co … Czytaj dalej [Teaser] Co godzinę umiera jeden trębacz