wciąż nie mogę cię rozgryźć

żeby być, trzeba dotykać. ścisk w nadgarstku rozrasta się na gardło jak angina. tkwisz nieznośnie między zębami: malinowe jąderka, lub mak, w święta.   ________________ vide: styczniowy numer 2012, PKPzin

za późno na przestrogi, na zakaz kotwiczenia

najmocniej śni się po północy. głaszczę twoje książki, gdy nie patrzysz w ten nieskończony sufit, co buduje jedną, czarną, lepką masę osadzającą się na powiekach, atrament. zegar drży, wskazówki coraz szybciej opadają na tarczy, mają lżej, z górki. zbyt ścisłe przywołujesz sny, łopoczą głośno jak ćmy zbiegające się pod kloszem. boję się oddychać, by nie … Czytaj dalej za późno na przestrogi, na zakaz kotwiczenia

musisz wrócić, gubię tropy

MNie MNie.to miasto jest tak ogromne, szukam ciebie pod wszystkimi żebrami mostu, pod którym pierwszy raz nam przyszło się całować. nie znajduję, nie wiem, gdzie jeszcze można, nie masz tutaj domu, tylko adres zamieszkania, korespondencja dochodzi raz na jakiś czas. kamienice już takie są, że do ich mieszkańców rzuca się kamieniami, kamienie nie mogą spaść … Czytaj dalej musisz wrócić, gubię tropy

16:30, jesień

na krawężniku pod brzozami, w samym środku miasta (jakby świata) siedzi chłopiec, urządza pogrzeby zmarłym liściom, bo znowu ta jesień pałęta się w palta, w powietrzu roznosi zapach swetrów, a zimno sprzyja kochaniu. higroskopia przylegania ciał, choć ten malec zbyt mały, żeby pożądać. jedynie smutno się uśmiecha, lecz co to za uśmiech, jakby pękały szwy … Czytaj dalej 16:30, jesień

lakierem do paznokci albo krwi

płaczesz, kiedy nie masz powodu żeby się śmiać; jesteśmy razem, to znaczy jedziemy tramwajem, który psuje się na co drugim przystanku i ostatecznie nie dojeżdża do celu, a szyba się trzęsie z zimna. na ścianie wpół pustego pokoju oglądam ślady twojego lakieru do paznokci albo krwi, i tyle powinno wystarczyć, żeby cię napisać

w pościeli

nie patrzysz mi w oczy, więc pewnie kłamiesz. szyba trzepocze głośno, nierówno. nic nie jest przypadkowe, nawet miejsce, które zajmujesz w przedziale, czy ludzie, których pokochasz bez przyczyny. najpiękniejsze twarze to te, które jeszcze przed odpływem ledwie flirtują, ledwie się lepią, zaczynają dotykać snu.

wciąż wracam do alice in chains

kierowca nocnego autobusu zatrzymuje się na przystankach, na których nikt nie wysiada, na których nie ma ludzi; matka dzwoni i mówi, że nie mam po co wracać tylko na jeden dzień, a ja okłamuję cię, że jeszcze wierzę i tym razem a pewno się uda

pochłanianie ciepła z powietrza

ręce chowają się w głowie, chowają pięć złotych do kieszeni na pół paczki fajek. dzisiaj oblepię cię jak substancje smoliste 0,8 mg; od wnętrza płuc, po ostatnie pęknięcie na wargach. najmniejszy strzępek wymiętej sukienki, nierówno starganej banderoli.

na planie komunikacyjnym

gryzę twoje ciało razem z duszą. chwila rozłupuje się na drobne strzępy i roznosi pokój. pozostaje chaos, piasek w ustach. jesteś dla mnie jak nieodkryte miasto.

słodko-gorzka

każde słowo urodzone w twoją stronę było jak przechodzenie montagne de bueren. pomiędzy zdaniami - zmiana pościeli, kilku rolek zużytego papieru i mydła toaletowego. z kawiarni rachunek na sto euro. brzuch i pośladki pełne, wygodnie rozsadzone czekoladkami. w nas rozpływała się żółć. przypasowywałam wąskoustych kelnerów do swoich szerokich bioder. ty mierzyłeś pojemność płuc kobiet, co … Czytaj dalej słodko-gorzka