02 ||| PUSTKI, PRZEPAŚCI

© Klaudia Raczek
© Klaudia Raczek

Wszystko było na niby, pomiędzy. Księżyc świecił w tamtą noc tylko po to, by oświetlać splecione nagie ciała. Jeszcze nie wiedziałem, że niebawem zostanę sam. Ogryzałem czas jak kostkę, do ostatniego ścięgna, do szpiku świtu. Miętosiłem przestrzeń, która rozciągała się za oknem jak krówka w ustach. W powietrzu czuć było delikatny zapach mentoli. Była 3:52 rano, nie mogłem spać. Mama zawsze powtarzała, że dzień dobrze zacząć od wyszczotkowania zębów, wyszorowania butów, jakby te czynności miały być gwarancją dobrego zatrudnienia, sukcesów w pracy, szczęścia w życiu prywatnym. Trzeba słuchać matczynych rad, nawet jeśli im nie wierzysz.

Na umywalce znalazłem włos kolegi, który już od dawna nie żył. Długo nie mogłem uwierzyć, że ta śmierć jest faktem, że się wydarzyła, że nie ma odwrotu, że to nie sen. Zajrzałem do jego pokoju, stał pusty. A przecież czułem obok jakieś istnienie, przedmioty zmieniały w mieszkaniu miejsce podczas mojej nieobecności. Ciągle prowadziłem z nim dialog wewnętrzny. Ciało to tylko naczynie; to, co najważniejsze, jest zupełnie gdzie indziej.

Dni biegły zbyt wolno. Samotne życie pełne jest przepaści, na każdym kroku potykałem się o pustkę, trafiałem na próżnię – tak łatwo było się w nią osunąć. Nie chciało się jeść, mimo że lodówka była wypełniona po brzegi słoikami. Połowa kuchni była zagracona butelkami po winie, po piwie, choć regularnie oddawałem te zwrotne. Piękny to był film, piękny to był wiersz Jaroslava Vrchlický’ego. Minęło siedem lat, a ja nadal mogę wyrecytować:

Za trochu lásky šel bych světa kraj

šel s hlavou odkrytou a šel bych bosý

šel v lednu, ale v duši věčný máj

šel vichřicí, však slyšel zpívat kosy

šel pouští a měl v srdci perly rosy

za trochu lásky šel bych světa kraj.

Jak ten, kdo zpívá u dveří a prosí.

Od gimnazjum chciałem nauczyć się czeskiego, ale zawsze brakowało mi odwagi.

Jakie to zabawne, kiedyś miałem marzenia, potem przestałem w cokolwiek wierzyć, już niczego nie zbierałem, nie kolekcjonowałem, prócz wszelkich objawów obumierania; zjawisk, w których wydawałoby się, nie może zagnieździć się śmierć. Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, jak niedaleko pada śmierć od śmiechu. Jedyne, co pozostało mi po najlepszym przyjacielu, to kilkadziesiąt wspólnych zdjęć i charakterystyczny śmiech. Często sobie go odtwarzam w głowie, bez przyczyny i celu. Jest jak marsz żałobny, rapsod. Wydawałoby się, że to nieistotne. Dopóki nie dotknie cię bliska śmierć, dość łatwo będzie przychodziło ci rezygnowanie z ludzi. Tam, gdzie jest życie, jest też nadzieja, choćby i najmniejsza.

Przyszedł trudny czas. Kiedy niemal przestałem się z kimkolwiek spotykać i prawie już nie wychodziłem z domu, zacząłem mieć problemy z rozpoznawaniem swojej twarzy w lustrze. Zmieniły się rysy, opadły powieki, wyblakły oczy. Często robiłem do siebie całą gamę min, wypróbowywałem, jakim będą orężem w walce z ostatnimi znajomymi, którzy chcieli na mnie patrzeć, czy przechodniami, którzy w ogóle mogli na mnie nie zwracać uwagi.

Psie ujadanie o piątej nad ranem. Czas płynął bezlitośnie, nie przynosił snu, kiedy tylko on jest dobry na wszystko. Na jawie tę rolę spełnia alkohol, tylko on pomaga na „Podróż zimową” Schuberta, szczególnie w wykonaniu Iana Bostridge’a i Juliusa Drake’a. Nie powinienem jej słuchać. Zimno, jeszcze zimniej. Zanotowałem temperaturę 35,5 i z każdą minutą coraz bardziej umierałem, zauważałem rozcieńczanie skóry. Nagle została tylko kalka, która wraz z kolejnym papierosem się zajęła, ulotniła srebrzyście w powietrzu. Na chwilę udało mi się zniknąć.

Zimne poręcze autobusu. Utknąłem w szóstej trzydzieści rano jak ość w przełyku. Jeszcze nie dzień, a już na pewno nie noc. I skupione w sobie, zdeterminowane tłumy do pracy, szkoły, lekarzy. Reszta była jak przywidzenie nieprzytomna, niby przezroczysta. Co zmieniło się w nas, że nie pożądaliśmy już chwil, nie rozbieraliśmy ich, nie penetrowaliśmy, tylko po prostu trwaliśmy?

Oddychałem śmierdzącym, dusznym, duszącym i dyszącym miastem. Kierowca autobusu nagle zwolnił hamulce, zamknął drzwi przed nosem tym, co się spóźnili. Stałem w przegubie pojazdu, miotałem się na zakrętach jak ryba bez wody. Stawiałem opór grawitacji, opierając się o współpasażerów. W tym mieście stężenie smogu w powietrzu jest przez cały rok nie do zniesienia, a komunikacja miejska cuchnie starymi ludźmi, w których zaczęły się już odbywać procesy gnilne. Wszyscy z torbami, tobołami jak Cyganie zmieniający lokalizację taboru. Akurat wtedy wracali do domów rodzinnych na święto wieńców, wiązanek, kolorowych lampek i zniczy. Jak to jest, że czasem łatwiej pielęgnować pamięć o zmarłych, niż tych, którzy żyją i jej naprawdę potrzebują?

Nie wysiadłem na pętli, skłaniała do wieszania. Nie wysiadłem na wiadukcie, zachęcał do skoku. Do tego ten kościół w kształcie latającego spodka, odlot. Nie wysiadłem na Placu Inwalidów, czułem się jeszcze całkiem nieźle. Wysiadłem przy Teatrze Bagatela i śmiałem się do rozpuku. Zrozumiałem, że jestem tylko igraszką, zabawką blaszaną, blaszanym bębenkiem wyrzuconym na bruk, pod nogi nieustępliwego, ociężałego losu, i już nie mogę nic zrobić, tylko się poddać.

Poszedłem do niej, żeby sprawdzić, czy coś jeszcze czuję; żeby udać, że wszystko jest w porządku. Zimna była kuchnia, paczka po papierosach – pusta. Słońce wibrowało na niebie i jak raca spadało w dół nierównym tempem. I słychać było przejeżdżające tramwaje, zmierzające na zajezdnię. Zawsze o tej porze roku, kiedy patrzyłem na drzewa, zaczynało mi już być żal choinek, bo powoli przygotowywały się na bożonarodzeniowy szafot. Niekiedy, gapiąc się przez jej okno, kiedy przygotowywała herbatę z sokiem malinowym, modliłem się za drzewa, o ich szybkie i bezbolesne ścięcie.

_____________________________________________

Co myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s