tlenek węgla

łapiesz samca komara, rozgniatasz w palcach, a przecież samce nie gryzą. myję twoje dłonie pod bieżącą wodą, wycieram, obcinam i poleruję paznokcie jak małemu dziecku, jak szczenięciu. potem kąpiemy się razem, zapalone podgrzewacze, wino w kieliszkach, orkiestra w kiszkach. czytam na głos Głos Podbeskidzia, opieram głowę na twoich piersiach, z piecyka ulatnia się powoli