PŁAszCZ ADAMA. Octavio Paz. Poezje wybrane

Tekst ukazał się w ostatnim, lipcowym (2012) numerze kwartalnika literacko-artystycznego sZAFa.

______________________________________________________________________
Octavio Paz. Wszystko znajduje ujście w tej wieczności, która nigdzie nie znajduje ujścia. [1]

Na początku musiałem być demiurgiem, na początku nie było słowa, była pustka. Rozpocząłem się tam, gdzie się kończą granice, zacierają się drogi. Tam zaczyna się milczenie. Przeraźliwy krzyk milczenia. Siedem lat chudych i siedem obfitych można przeżyć podczas jednego tygodnia wypełnionego ciszą, i stwarzaniem. Wymyślam czuwanie, noc, dzień następny. Dzień, któremu ciągle przychodzi do głowy, by zachodzić, by się kończyć, wykańczać do upadłego. Wymyślam strach, nadzieję, południe ze słońcem w zenicie, a więc wymyślam oparzelinę i wycie. Jestem jak Atlas, podtrzymuję drzewo, obłok, skałę, morze, przeczucie radości, zmyślenia. Nie wierzę w dzień dobry, w kolejne do widzenia.

Skoro już tak trzeba, niech Mojżesz wymyśli księgę, Księgę Rodzaju, i zapisze, że wbrew milczeniu i zgiełkom wymyślam Słowo, wolność, co wymyśla samą siebie. Wymyślam Boga, wymyślam Biblię i plagi egipskie tam gdzie zacierają się drogi, gdzie kończy się milczenie, wymyślam rozpacz, umysł, który mnie pojmuje, rękę, która mnie rysuje, oko, które mnie odkrywa.

Wymyślam rzeź niewiniątek, wymyślam samogwałt w latrynach, przywidzenia w gnojówce, więzienie, wesz i szankier. Brzydota jest wpisana w człowieka, jego ducha i ciało. Naiwni wymyślą terminy, choć niczym nie różni się turpizm od naturalizmu. Zdemaskować obłudę, zdemontować konstrukcje zdań, ciągi słów układające się w zadania.

Jestem Erosem, nie mogę być bogiem dobra, pragnąc zła. Pocieszam się płacąc za swój długi rachunek sumienia, rachunek błędów. Świat jest tylko igraszką w moim ręku, jestem dla siebie sam. Przeraża samotność świadomości i świadomość samotności, i nie potrzeba mi wiele, dzień o chlebie i wodzie. Przeraża ta wyrwa w piersi, pustka, więc wymyślam serce, wymyślam przyjaciela, bliźniego podobnego mi, który mnie wymyśla, żeby był przy mnie. Żeby przy tobie łzy, pożądanie, gniew. Wszystko znajduje ujście w tej wieczności, która nigdzie nie znajduje ujścia.

 

***

Moje dni są policzone, wszystkie dni są pełne nocy. Brakuje mi człowieka w ludziach, kiedy dwa ciała twarzą w twarz to niekiedy dwie fale. Przeczuwam ciebie. Krew, twoja krew, krew mnie wiedzie przez pustynię miasta, przez bunkry sztuki, sztukę w bunkrach. Szukam ciebie, nie znajduję, nie ma Ciebie w tej twarzy rozbitej na tysiące jednakowych twarzy. Zbyt wielki tłum obojętności, podążać. Uratuj mnie, Boże pusty, Boże głuchy, mój Boże. Pragnę schować się w pojęciach, twoich objęciach, opisywać to, co nieopisane, mój znaku płaczu, cyfro krwi, straszliwy kształcie nicości.

Dwa ciała twarzą w twarz to niekiedy dwa noże a noc to błyskawica. Nie wiem jak cię nazwać, nie wiem, czego dokładnie potrzebuję. Czuję łaknienie twoich kości, które są jak błyskawice pośród nocy ciała. Kim jesteś, Boże? Jak cię nazwać, którą modlitwą, jaką litanią Boże pusty, Boże nicości, mój Boże. Gdzie jesteś, kiedy jeszcze nie wymyśliłem kobiet, a już przyszłe zwołujesz kobiety w gorączce w czas święta i obracasz planety ich brzuchów i dzikie pośladki i wszystkie podczas orgii gotują mnie w kotle swojej żądzy, pieszczą z czułością przyrodzenie, a nasienie moje rozpada się na inne, zamierzchłe, bez imienia, ślepe rzeki na równinach z popiołu, po których później spływamy w dół, coraz niżej, powstając z piorunów. Jesteśmy odrodzeni, wybrani jak te ciała, co torują sobie drogę pośród innych ciał.

Boże, szukałem Cię, szukam, choć nie obiecywałeś w zamian. Teraz chcę uciec tam, gdzie ludzie łączą się, by umierać bez Ciebie. Boże, daj mi kobietę, która przeciąga się, pełna wielkich gorących liści, która szepcze: rozłóż się na skraju tez biezmiernej piany, bo ty także należysz do nocy. Niech dołączy do nas Rimbaud, żeby igrać z mocą nieczystą, żeby modlić się w imię fonetyki: Jasna woda samogłoski do picia, samogłoski co ozdobią twarz i kostki u nóg, przemów, a Ty nic z tego nie zrozumiesz.

Z ciszy wyrasta drzewo muzyki, to drzewo poznania dobra i zła. Wiesz, mam swój mały eden, kiedy do pokoju wchodzi kobieta, wyciąga zielone ramiona z bransoletami z ptaków, z bransoletami z liści. Niesie w ręku rzekę. I obiecuję, będę wchodził głębiej, będę w środku, gdzie pieczara, gdzie mieszka błyskawica, marząc o czasach, kiedy wszystko należało do wszystkich. Wszyscy byli wszystkim, a zarazem nikim.

Z nudów wymyśliłem apokalipsę. Nadeszła muzyka i wydarła nam oczy. Nadeszła, i odebrała nam język, powoli spożywając wszystkie inne okruchy ciała. Wielkie usta muzyki pochłonęły ciała. Muzyka stała się ciałem, pokazała nagie ramiona, swoje nagie plecy. Wstyd, wszyscy odeszli nie odwracając twarzy. Zdradziły nimfy, piękne kobiety na skraju omdlenia.

Świat spłonął, jego nadbudowa, nadinterpretacja. Spłonęło jego imię i imiona które go zdobiły, lecz przetrwało jądro, świat sam w sobie, sama treść światła. Znowu pojawiła się pustka, wielka rana i cisza niepokalana. Ostatecznie i muzyka upadła razem z nami, a my jak nienarodzone dzieci, spopielamy się i nie zostawiamy śladów.

***

Zwilż wargi w potrzaskanym kamieniu, wypij ekstrakt z natury. Najpiękniejsze jest to, co nienazwane. Włosy ręka białość nie są imionami tych włosów tej ręki tej białości. Mamy duszę, a może coś jeszcze, przyda się w poszukiwaniu tożsamości, i traceniu jej. To, co jest wnętrzem a nie ma imienia po omacku szuka nas w głębi nas samych.

Jesteśmy alfą i omegą, od kołyski naznaczeni cierniem, naznaczeni krzyżmem, krzyżem z namalowanym słońcem i księżycem. W ramionach tego krzyża zagnieździły się dwa ptaki: Adam, słońce, i Ewa, luna. Dla nas martwa natura jest żywa. Rzeczy żyją obok nas, nie znamy ich, one nas nie znają. Czasami wdają się z nami w rozmowę.

 __________________________________

[1] Wszystkie cytaty pochodzą z tomu: Octavio Paz, Poezje wybrane, wyboru dokonał, przełożył i opracował Krzysztof Andrzej Jeżewski, Warszawa 1981

 

Co myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s