SZTUKA POZORÓW. O książce naukowej „Sztuka jako pozór?” Ewy Majewskiej

BACKSTAGE

W lutym tego roku trafiła w moje ręce książka, która otworzyła mi oczy na kwestie, które wcześniej były poza sferą moich zainteresowań. Chodzi o powiązania sztuki i polityki, polityki i sztuki. Autorka książki Sztuka jako pozór? dotyka tylu kwestii, że nie sposób je wszystkie skomentować. Mój tekst jest tylko próbą zachęcenia do przeczytania całości.

PRZY-DŁUGI WSTĘP

Zanim przebrnęłam przez pisma Majewskiej byłam bardzo nieświadoma. Podobnie jak inne osoby, które patrzą na świat artystyczny z zewnątrz, które nie mają kontaktu z urzędami, nie piszą projektów o dofinansowanie, generalnie nie utrzymują się z pracy twórczej – naiwnie wierzyłam, że minęły już czasy, kiedy sztuka i polityka są tak silnie powiązane. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy uświadomiłam sobie, że tak naprawdę dzisiaj te związki są jeszcze bardziej zacieśnione, widoczne, a przy tym – niesamowicie szkodliwe.

W pierwszym akapicie napisałam: „przebrnęłam”, ale to nie dlatego, że tekst się czyta źle, czy jest napisany niezgrabnie. Przebrnęłam, bo przeczytanie całej książki zajęło mi dużo czasu ze względu na wysiłek umysłowy. Nie jest to lektura, którą się czyta w tramwaju, albo co gorsza, dla przyjemności. Czytanie tej pozycji nie jest przyjemne choćby dlatego, że skupia naszą uwagę na sprawach, o których nie chcemy nic wiedzieć. Pokazuje, jak często ci, którzy mają władzę (oraz, rzecz jasna, pieniądze), mogą stawiać warunki czy pozywać do sądu niewygodnych, odbiegających od „jedynej słusznej idei”, którą oni sami reprezentują.

Książka Majewskiej to zwrócenie uwagi na cenzurę, której wydawałoby się, że dzisiaj nie ma w przestrzeni publicznej. A jednak kiedy artysta ląduje na ławie oskarżonych, bo pozywający go urzędnik jest imbecylem i ignorantem kulturowym, który sztuki nie rozumie, albo rozumie opacznie, więc dla bezpieczeństwa wszystkich postanowi tego biednego twórcę unieszkodliwić, wtedy zaczynam się bać o kraj, w którym żyję.

DO RZECZY

Sztuka jako pozór? to książka, która jest zbiorem tekstów napisanych przez Majewską na temat politycznego charakteru kultury po 1989 roku przede wszystkim w Polsce, choć nie tylko. Najciekawsze, moim zdaniem, artykuły pokazują rzeczy dosyć oczywiste, natomiast często nieuświadomione. Bo jakby się zastanowić, żyjemy w czasach, kiedy coraz bardziej zmniejsza się rola państwa w dziedzinie kultury. W pierwszym odruchu można błędnie przyznać, że to dobrze, bo sztuka ma być wolna od polityki. Jednak zastanawiając się dogłębniej, zdajemy sobie sprawę z tego, że właśnie taka praktyka doprowadza do komercjalizacji kultury, która coraz częściej jest opłacana czy dofinansowywana przez prywatne przedsiębiorstwa. A prywatne przedsiębiorstwa wspierają przecież to, co im się podoba, niekoniecznie będą to zatem nowatorskie, kontrowersyjne projekty, które sztukę rozwijają, odkrywają nowe tereny, zwracają uwagę na sprawy, zjawiska czy rzeczy jeszcze niekomentowane. Sztuka ma się opłacać, zwracać. Jaki odsetek firm wyda środki dla idei, która jest ważna, ale nierentowna? Do tego wspieranie wywołującego krytykę czy społeczne oburzenie projektu jest ryzykowne – prywatni przedsiębiorcy mogą też zostać zlinczowani. I tak dalej. Ten szereg problemów i paradoksów jest w gruncie rzeczy niewyczerpany.

Majewska już we wprowadzeniu pisze: „Niniejsza książka zdecydowanie broni tezy o politycznym charakterze sztuki i wszelkich działań w kulturze oraz zakłada społeczne uwikłanie praktyk artystycznych między innymi w skutek nierówności płciowych, konfliktów klasowych, rasizmu czy homofobii”. Dopiero po takim zdaniu otwierającym zaczynamy się zastanawiać, przypominać sobie, co się dzieje we współczesnej sztuce i dochodzić do wniosku, że minęły czasy „sztuki dla sztuki”, która skupiała się przede wszystkim na estetycznych walorach i właśnie estetykę miała za główny wektor. Najnowsze prace, upraszczając i uogólniając, są bardzo krytyczne, próbują analizować i komentować rzeczywistość, czasem używając dobitnych narzędzi.

Czy dzieję się tak ze względu na brak powszechnej instytucji mecenasa kultury czy państwa, które opiekuje się wszelkimi działaniami w kulturze, zatem artysta nie jest już dziś odrealnionym bumelantem, który żyje w słodkiej nieświadomości pieniądza czy ekonomii? Czy to sprawia, że sztuka jest zaangażowana? Być może są to pewne elementy w wielkiej machinie, którą trudno objąć na raz wzrokiem.

PRZYPISY

Sztuka jako pozór? to książka wartościowa nie tylko ze względu na, w mojej opinii, bardzo trafne tezy samej autorki. Warto do to tej pozycji zajrzeć również dlatego, że Majewska bez przerwy komentuje czy odwołuje się bezpośrednio do takiej ilości i jakości materiału, że bardzo szybko możemy uzupełnić swoją bibliotekę o nowe wartościowe pozycje, zgłębić wiedzę na temat powiązać sztuki i polityki. Do tego przydaje się obszerna bibliografia umieszczoną na końcu książki.

Mam wrażenie, że najczęściej Majewska wchodzi w polemikę z Jacques’em Rancière’m oraz Michelem Foucaultem. Jest na tyle biegła, jeśli chodzi o znajomość ich prac, że nawet o najtrudniejszych kwestiach mówi z lekkością. Oprócz tego przypomina tezy takich badaczy czy filozofów jak Theodor Adorno, Walter Benjamin, Judith Butler, Julia Kristeva, Zygmunt Bauman. Jest to duży skrót nazwisk, proszę wierzyć.

POD-CUMOWANIE

Jeśli chodzi o najnowszą książkę Ewy Majewskiej, wspomniałam najciekawsze dla mnie tezy i kwestie, dotyczące rozważań na temat społeczeństwa, polityki oraz kultury. Jednak nie tylko to można znaleźć w tej pozycji.

Na zakończenie wspomnę pozostałe tematy, które zostały poruszone, gdyż filozofka i wykładowczyni Uniwersytetu Warszawskiego przechodzi od teorii do praktyki, to znaczy omawia na konkretnych przykładach problemy sztuki zaangażowanej, tworzonej po 1989 roku. Majewska dogłębnie analizuje prace polskich artystów, m.in. Doroty Nieznalskiej, Joanny Rajkowskiej, Aleksandry Polisiewicz czy Zbigniewa Libery, ale także sięga po twórców zagranicznych, m.in. Jacqueline Livingston oraz Valie Export. Co ciekawe, jeden z artykułów to polemika z Michelem Foucaultem wokół Ceci n’est pas une pipe Rene Magritte’a.

Książka Ewy Majewskiej to kompendium wiedzy na temat współczesności. Badaczka podjęła się analizy wielowektorowej, głębokiej, ale również bardzo przystępnej dla czytelnika. Przystępnej w przypadku czytania Sztuki jako pozór? wolno, z przerwami pozwalającymi na kontemplację i zrozumienie. Uczta intelektualna poszerzająca horyzonty. Tyle.

______________________________________________________

Autor: Ewa Majewska, Sztuka jako pozór? Cenzura i inne paradoksy upolitycznienia kultury
Wydawca:  Korporacja Ha!art, Kraków, 2013.

______________________________________________________

Artykuł ukazał się w 50. numerze kwartalnika „sZAFa”.

Co myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s